Dublin: ambasada RP reaguje na słowa o “kolaboracji Polski podczas II WŚ”

“W przeciwieństwie do innych rządów w Europie, Polska nigdy nie kolaborowała z nazistowskimi Niemcami ” – pisze charge d’affaires RP w Dublinie Agnieszka Skolimowska. To odpowiedź na opublikowany w Irish Times list Olivera Searsa, Irlandczyka o polskich korzeniach, właściciela dublińskiej galerii i fundacji krzewiącej pamięć o Holocauście. Znalazło się w nim zdanie o “kolaboracji Polski z Nazistami”.

To część trwającego już od jakiegoś czasu sporu. Zaczęło się od eseju o zagrożeniu dla liberalnej demokracji. Polska i Węgry to obecnie “kraje demokratyczne tylko w minimalnym stopniu” – przekonywał tydzień temu Oliver Sears. Wywiązała się wymiana listów. Agnieszka Skolimowska odpierała zarzuty dot. m.in zmian w sądownictwie i traktowania uchodźców z Bliskiego Wschodu.
W końcu Irlandczyk napisał: “Wylądowałbym w więzieniu, gdybym wyraził swe poglądy w Polsce, szczególnie jeśli chodzi o kolaborację wojenną Polski z nazistami”. W odpowiedzi Agnieszka Skolimowska nazwała te słowa “niemądrymi, przesadzonymi i niesprawiedliwymi”. Dodała, że Polska była okupowana, a sprawcy pojedynczych aktów kolaboracji byli surowo karani przez polskie podziemie. Polska charge d’affaires dodaje, że nad Wisłą toczy się otwarta i swobodna dyskusja i żaden z uczestników nie został skazany, ani nie trafił do więzienia.

Spór toczy się też o zamordowanego podczas wojny dziadka Olivera Searsa. Sears pisze, że aresztowali go Niemcy i Polacy z tzw. granatowej policji. “Gestapo dostało jego nazwisko od polskich władz” – pisze Irlandczyk. Agnieszka Skolimowska pisze w odpowiedzi, że policjanci ci działali pod przymusem: groziła im śmierć lub obóz.

Według Searsa polskie państwo od dekad utrudnia mu odzyskanie majątku rodziny. krytykuje też retorykę prezydenta Andrzeja Dudy ws. Żydów w czasie kampanii sprzed dwóch lat.

Według charge d’affaires, Irlandczyk promuje fałszywą narrację na temat polskiej historii i “odrzucił gesty dobrej woli ze strony ambasady”.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply