Polska i Czechy zawarły porozumienie w sprawie kopalni Turów

Polska i Czechy zawarły porozumienie w sprawie kopalni Turów. Ogłosili to na wspólnej konferencji prasowej w Pradze premierzy obu państw. Polska zobowiązała się do wypłaty rekompensat za szkody spowodowane wydobyciem w wysokości 45 milionów euro. Oprócz tego strona polska ma wybudować infrastrukturę chroniącą środowisko po czeskiej stronie granicy. Jedną z inwestycji będzie podziemny ekran chroniący przed odpływem wód gruntowych.

Czesi otrzymają również dostęp do danych z monitoringu wód i powietrza. Porozumienie zakłada też powołanie wspólnego funduszu, z którego będą finansowane małe projekty związane z ochroną środowiska.

Premier Czech Petr Fiala powiedział, że umowa zabezpiecza interesy mieszkańców przygranicznych terenów. “Porozumienie bez wątpienia przynosi korzyści i namacalne efekty terenom pośrednio lub bezpośrednio poszkodowanym wydobyciem w Turowie” – zaznaczył szef czeskiego rządu.

Premierzy podkreślili, że porozumienie otwiera przestrzeń do dialogu w innych sprawach między Polską i Czechami. “Podpisanie tej umowy jest dla nas fundamentalnie ważne także ze strategicznego punktu widzenia, bo kończy okres zamrożenia czy zahamowania bardzo dobrych relacji polsko-czeskich. Dzisiaj otwieramy nowy rozdział w bardzo dobrych nastrojach” – powiedział premier Mateusz Morawiecki, który dodał, że przedmiotem rozmowy z Petrem Fialą była także sytuacja na wschodzie Europy.

Umowa w sprawie Turowa będzie obowiązywać przez 5 lat. W tym czasie sporne kwestie dotyczące wydobycia będzie rozstrzygał na wniosek stron Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Czechy mają wycofać złożony w lutym ubiegłego roku pozew do TSUE tuż po otrzymaniu od Polski uzgodnionych w ramach porozumienia środków finansowych. Według premiera Fiali nastąpi to w ciągu kilku godzin od przelewu.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply