Warszawa: rolnicy protestują

W Warszawie na placu Defilad rozpoczął się protest rolników. Otwierając manifestację, organizatorzy przypomnieli postulaty środowiska rolniczego, które zostaną przekazane przedstawicielom rządu. Z placu Defilad rolnicy przejdą pod budynek Sejmu. W parlamencie delegacja rolnicza ma spotkać się z Marszałkiem Sejmu Szymonem Hołownią. Następnie protestujący przejdą pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich. Tam złożą petycję zawierającą najważniejsze postulaty środowiska rolniczego.


Rolnicy domagają się przede wszystkim rezygnacji z unijnego Zielonego Ładu, który ich zdaniem doprowadzi do zmniejszenia opłacalności produkcji rolnej. Drugim postulatem jest uszczelnienie granicy z Ukrainą, by nie dopuścić do importu tanich produktów spożywczych i rolnych na polski rynek. Rolnicy chcą również, by rząd zaangażował się w ochronę hodowli zwierząt w naszym kraju.


Organizatorzy demonstracji zgłosili dziesięć tysięcy osób, ale zastrzegli, że protestujących może być więcej. Zablokowane będą Aleje Jerozolimskie, Rondo de Gaulle’a, Nowy Świat, Plac Trzech Krzyży, ulice Wiejska, Piękna oraz Aleje Ujazdowskie. Stołeczne władze zalecają, by w razie możliwości mieszkańcy Warszawy omijali centrum miasta.

Profesor Adam Wąs ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego uważa, że założenia Zielonego Ładu w zakresie rolnictwa są trudne do pogodzenia. Zwraca uwagę między innymi na niedostateczne finansowanie Zielonego Ładu oraz trudne do pogodzenia założenia dotyczące między innymi wspierania obszarów wiejskich, zagwarantowania rolnikom odpowiednich wynagrodzeń, a jednocześnie oczekiwanie, że żywność będzie produkowana ekologicznie i sprzedawana w konkurencyjnych cenach.


Rolnicy, protestujący w Warszawie, domagali się też ograniczenia importu z Ukrainy. Naukowiec z SGGW powiedział, że rolnikom z krajów unijnych trudno konkurować z ukraińskimi. Dodał, że rolnictwo europejskie jest rozdrobnione, a producenci żywności muszą spełniać wymagania związane z unijną polityką rolną.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply