Ukraina: 45 proc. osób nie wierzy w możliwość rosyjskiej inwazji

45 procent Ukraińców nie wierzy w możliwość pełnowymiarowej rosyjskiej inwazji na swój kraj. Jednocześnie zdecydowana większość ufa w możliwości obronne ukraińskiej armii w razie eskalacji. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez grupę socjologiczną „Rating”. 

Tymczasem naczelny dowódca ukraińskich sił zbrojnych generał Walerij Załużny oświadczył, że ukraińskie wojsko nie planuje ofensywy w Donbasie. Zdementował tym samym doniesienia separatystów, jakoby ukraińska armia zamierzała prowadzić tam działania zbrojne. Prorosyjscy bojówkarze dokonują ostrzałów terytoriów kontrolowanych przez siły rządowe. Dziś oddziały dokonały 53 ataków, z czego 41 z użyciem artylerii.

Co piąty Ukrainiec ocenia, że możliwość pełnowymiarowej rosyjskiej agresji jest niska. 1/4 w ogóle nie wierzy w taką możliwość. Daje to w sumie 45 procent sceptycznie nastawionych. Jednocześnie, wtargnięcie Rosjan jako wysoce wiarygodne uważa 19 procent ukraińskiego społeczeństwa. 33 procent zaś jako możliwe. 

Jak czytamy w raporcie z badań, w ciągu ostatniego tygodnia, niemal o 10 procent, zmniejszyła się liczba tych, którzy wierzą w nieuchronność rosyjskiej inwazji. Jednocześnie zwiększyła się liczba osób przekonanych, że Ukraina może obronić się przed Rosją. Jest to 64 procent społeczeństwa. 

Jednocześnie, z badań wynika, że 68 procent Ukraińców opowiada się za wstąpieniem ich kraju do NATO. Tymczasem rezygnacja z integracji z Sojuszem Północnoatlantyckim jest jednym z żądań Rosji, która zgromadziła u granic z Ukrainą 150 tysięcy żołnierzy i według informacji zachodnich wywiadów może ich użyć do agresji. 

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply