Po 25 latach unijne kraje ostatecznie zgodziły się na zawarcie umowy handlowej z krajami Mercosuru – Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem. Po południu zostały sfinalizowane wszystkie procedury zatwierdzające wstępną decyzję ambasadorów sprzed kilku godzin.
Przeciwko umowie zagłosowały Polska, Austria, Francja, Irlandia i Węgry. Belgia się wstrzymała. To nie wystarczyło jednak do zablokowania umowy. Bo jeszcze do niedawna bedące sojusznikiem tych krajów Włochy w końcu poparły porozumienie. Także dziś zdecydowano o wzmocnieniu ochrony unijnych rolników, w tym polskich, przed napływem taniej żywności z Ameryki Łacińskiej.
Problemów najbardziej obawiają się producenci wołowiny i drobiu, że żywność niespełniająca wyśrubowanych, unijnych standardów, i tym samym tańsza, zaleje europejski rynek. By temu zapobiec,
wzmocnione zostały klauzule bezpieczeństwa – zaciągany będzie hamulec, łączenie z nałożeniem ceł na żywność z Mercosuru, jeśli wzrost importu przekroczy 5-procentowy próg.
Ta umowa wywołuje kontrowersje i skrajne reakcje, nawet wśród rolników zdania są podzielone. Przedstawiciele sektora mleczarskiego upatrują szansy w tej umowie, podobnie jak producenci jabłek. Zadowolony jest przemysł, głównie motoryzacyjny, bo otwierają się nowe możliwości eksportu. Nie bez powodu umowę z krajami Mercosuru nazwano “auta za krowy”.
Większość unijnych krajów uznała, że wobec problemów w handlu z USA trzeba szukać nowych rynków zbytu. To może też tłumaczyć, dlaczego negocjacje trwające ćwierć wieku właśnie teraz znalazły swój finał.
Jakie są kolejne kroki? W poniedziałek do Paragwaju poleci przewodnicząca Komisji Europejskiej, by podpisać umowę. Tymczasowo wejdzie ona w życie, kiedy ratyfikuje ją co najmniej jeden kraj Mercosuru, jeszcze przed głosowaniem w Parlamencie Europejskim. Zgoda deputowanych jest natomiast konieczna do pełnego wdrożenia umowy. Głosowanie w Europarlamencie odbędzie się na sesji w Strasburgu – albo za niecałe dwa tygodnie, albo w przyszłym miesiącu.