Szef polskiej dyplomacji o sytuacji w Gruzji

“Kibicujemy aspiracjom demokratycznym, atlantyckim i europejskim Gruzji” – powiedział w Bredzie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Temat napiętej sytuacji po sobotnich wyborach parlamentarnych w Gruzji był omawiany przez ministrów spraw zagranicznych Polski i Holandii, w trakcie dwudniowej wizyty Radosława Sikorskiego w Królestwie Niderlandów. Szef polskiej dyplomacji w trakcie wspólnej konferencji prasowej z Casparem Veldkampem podkreślił, że proces wyborczy w Gruzji budzi wątpliwości i można ocenić, że nie był on w pełni demokratyczny.

Minister Radosław Sikorski zaznaczył także, że z uwagą obserwuje rozwój sytuacji w Gruzji. “To rzeczywiście niepokojące, że wynik wyborów znacznie odbiega od przewidywań. W tej chwili badane są techniczne aspekty procesu liczenia głosów oraz nieregularności, które zostały stwierdzone” – powiedział szef polskiego MSZ. 

Radosław Sikorski oraz Caspar Veldkamp negatywnie ocenili zaplanowaną na dziś wizytę premiera Węgier Viktora Orbana w Gruzji. Mówiąc o tej wizycie szef polskiej dyplomacji powiedział, że premier Węgier “stara się o order Lenina”.

Minister Radosław Sikorski podkreślił również, że Polska kibicuje europejskim aspiracjom Gruzji. “Wydaje mi się, że my Polacy po prostu sympatyzujemy z narodem gruzińskim. No i kibicujemy aspiracjom demokratycznym, atlantyckim i europejskim Gruzji” – powiedział dziś minister Radosław Sikorski. 

Rządząca w Gruzji partia oskarża opozycję o próbę przeprowadzenia zamachu stanu. Natomiast opozycja zarzuca obozowi władzy sfałszowanie sobotnich wyborów parlamentarnych.

Według oficjalnych danych CKW, wybory wygrała partia Gruzińskie Marzenie, uzyskując 54 procent głosów, a opozycja łącznie uzyskała 37,5 procent.

Liderzy gruzińskiej opozycji są zdania, że wybory zostały sfałszowane. Nie uznają wyników i nie zamierzają przyjąć mandatów parlamentarnych. Takie samo stanowisko zajęła prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili, która nazwała fałszerstwa wyborcze „operacją specjalną rosyjskich służb”.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply