Ambasadorowie krajów UE zaakceptowali polski KPO

Ambasadorowie unijnych krajów jednomyślnie przekazali polski KPO do zatwierdzenia przez ministrów finansów państw członkowskich. Akceptacja polskiego planu przez ministrów nastąpi w piątek w Luksemburgu. Polska wnioskuje z unijnego Funduszu Odbudowy o 35 miliardów euro, z czego prawie 24 miliardy to bezzwrotne dotacje, reszta to niskooprocentowane pożyczki.

Ambasadorowie żadnych zastrzeżeń nie zgłaszali, ale nie z nieoficjalnych informacji wynika, że na piątkowym spotkaniu ministerialnym kilka krajów chce dołączyć deklarację do decyzji o akceptacji polskiego KPO. Ma się w niej znaleźć apel o wnikliwą ocenę wypełnienia przez Polskę warunków wypłaty pieniędzy z unijnego Funduszu Odbudowy, czyli tak zwanych kamieni milowych. Ale ogólna ocena polskiego KPO – jak mówią dyplomaci – jest bardzo dobra.

Plan zawiera 49 reform, 53 inwestycje i 283 kamienie milowe oraz wyznaczone cele. Z relacji unijnych dyplomatów wynika, że na spotkaniu ambasadorów przedstawiciel Polski Andrzej Sadoś podkreślał, że 43 procent wszystkich pieniędzy trafi na zieloną transformację i że kluczowe inwestycje dotyczą dekarbonizacji, morskich i lądowych systemów energetyki wiatrowej, technologii wodorowych i zastosowaniu tych procesów w gospodarce oraz elektromobilności.

Ponad jedna piąta unijnych funduszy trafi na transformację cyfrową. Ambasador Polski przy Unii powiedział, że mają one zwiększyć innowacyjność firm, zlikwidować bariery administracyjne, doprowadzić do rozwoju e-usług publicznych i pomóc we wdrażaniu szerokich sieci szerokopasmowych.

Andrzej Sadoś poinformował, że w KPO jest także pakiet reform społecznych przewidujących zwiększenie odporności rynku pracy na kryzysy, rozszerzenie opieki nad dziećmi, modernizację szkolenia zawodowego oraz aktywizację zawodową osób, które osiągnęły wiek emerytalny. Pieniądze z KPO mają też wspierać integracje ukraińskich uchodźców na rynku pracy.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply