Boris Johnson przed komisją Izby Gmin – nie okłamałem parlamentu

„Nie okłamałem parlamentu” – zapewniał podczas przesłuchania przed komisją Izby Gmin były premier Boris Johnson. Komisja bada, czy obraził on w ten sposób parlament. W brytyjskiej polityce to poważne złamanie reguł i może prowadzić nawet do utraty mandatu.

“Przychodzę, by z ręką na sercu powiedzieć, że nie okłamałem izby” – stwierdził były premier tuż po złożeniu przysięgi na siedemnastowieczną Biblię św. Jakuba. Kłamstwo byłoby obrazą parlamentu, bo stara konwencja brytyjskiej polityki głosi, że przedstawiciele rządu powinni mówić prawdę posłom, którzy kontrolują ich pracę. “Bez tego demokracja parlamentarna zostaje podważona” – podkreślała szefowa komisji Harriet Harman z lewicowej Partii Pracy.

Większość w komisji mają członkowie Partii Konserwatywnej i to poseł prawicy Bernard Jenkin już na początku starł się ze swym byłym szefem. “Według zasad pożegnalne drinki nie były dozwolone dla wszystkich innych w kraju. Dlaczego były konieczne do pracy na Downing Street?” – pytał konserwatywny poseł. ” Rozumiem, że ludzie patrzący na zdjęcie myślą, że to była okazja towarzyska. Ale to nieprawda. Jeśli ktoś myśli, że w lockdownie imprezowałem – kompletnie się myli” – odparł były premier, odnosząc się do fotografii, na której widać, jak wznosi toast.

Były premier i jego sojusznicy sugerowali wcześniej, że Komisja Przywilejów może kierować się względami politycznymi, wskazując, że na jej czele stoi posłanka lewicy. Skrytykował go za to dziś kolejny konserwatywny poseł Charles Walker.

“Wszystkich wytycznych przestrzegano” – to słowa premiera Johnsona słowa w Izbie Gmin, które padły w grudniu zeszłego roku. Potem będzie jeszcze kilka takich nieprawdziwych deklaracji. Były premier przyznał już że wprowadził posłów w błąd. Kluczowe pytanie brzmi: “czy zrobił to świadomie?”. Jeśli komisja uzna, że Boris Johnson okłamał posłów, może wnioskować o zawieszenie go w prawach posła. Sankcję musi zatwierdzić Izba Gmin. Gdyby zawieszenie wyniosło przynajmniej 10 dni, uruchomi to automatycznie procedurę zbierania podpisów w sprawie zorganizowania w okręgu Borisa Johnsona wcześniejszych wyborów. Warunek to podpisy 10 procent ludzi uprawnionych do głosowania w tej okolicy. Do tego droga jest jeszcze daleka. Regulamin przewiduje też inne, mniej dotkliwe kary. Werdykt powinniśmy poznać jeszcze tej wiosny.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply