Przewodniczący Rady Europejskiej przemawiał przed Radą Najwyższą Ukrainy

Przewodniczący Rady Europejskiej powiedział, że rosyjski atak na Ukrainę to atak na wspólne europejskie wartości. Charles Michel przebywa z wizytą w Kijowie, gdzie przemawiał przed Radą Najwyższą Ukrainy.

“Ostrzeliwując Ukrainę, Rosja wystrzeliwuje pociski we wszystko, w co wierzy Unia Europejska. Na Majdanie, 22 lata po odzyskaniu niepodległości, wy, Ukraińcy, powiedzieliście: jesteśmy Europejczykami, dlatego dzisiaj przyjechałem na Ukrainę, aby powiedzieć wam: wszyscy jesteśmy Ukraińcami” – podkreślił przewodniczący Rady Europejskiej.

Charles Michel mówił także, że Rosja przeliczyła się i upadek Ukrainy nie nastąpi, ponieważ Unia Europejska jest bardziej zjednoczona i “nasze więzi transatlantyckie są bliższe niż kiedykolwiek”. “W czerwcu podjęliśmy decyzję, która jeszcze kilka tygodni wcześniej była dla wielu nie do pomyślenia – zdecydowaliśmy się przyznać Ukrainie status kandydata do Wspólnoty. Ukraina to Unia Europejska, a Unia Europejska to Ukraina. I nie wolno nam szczędzić wysiłków, aby jak najszybciej urzeczywistnić tę obietnicę” – dodał.

Zdaniem przewodniczącego Rady Europejskiej najbliższe tygodnie i miesiące będą decydujące na polu bitwy, dlatego Ukraina już teraz potrzebuje więcej systemów obrony powietrznej, rakiet dalekiego zasięgu i amunicji, a przede wszystkim czołgów.

Charles Michel zapewnił również o wsparciu Ukrainy na arenie międzynarodowej, w postaci nakładanych na Rosję sankcji, mrożenia rosyjskich aktywów czy tworzenia trybunałów do osądzenia odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne. “Nadejdzie dzień rozrachunku, sprawiedliwości stanie się zadość” – podkreślił.

Przewodniczący Rady Europejskiej dodał, że za kilka dni odbędzie się szczyt Unia Europejska-Ukraina z udziałem prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply