Czesi wybierają nowego prezydenta

Rozpoczęło się głosowanie w pierwszej turze wyborów prezydenckich w Czechach. Nasi południowi sąsiedzi będą wybierać głowę państwa dziś i jutro.

Do wyborów przystąpiło ośmioro kandydatów zainteresowanych urzędowaniem na praskim zamku przez kolejnych pięć lat. Nasz korespondent odwiedził lokal wyborczy, w którym głos oddał już jeden z faworytów.

Andrej Babiš przyszedł do urzędu gminy w Prúhonicach ze swoją rodziną. Czekającym na niego dziennikarzom powiedział, że chciałby stanowić przeciwwagę dla centroprawicowej koalicji, która ma większość w parlamencie.

“To ważne wybory, bo na zamku powinien urzędować ktoś inny, niż kandydat wspierany przez rząd. Myślę, że jestem jedynym niezależnym kandydatem. Zawsze walczyłem o interesy Republiki Czeskiej i będę to robił nadal, jeśli zostanę wybrany. Będę próbował przekonać rząd, aby w końcu zaczął pomagać ludziom” – powiedział Andrej Babiš, dodając, że spodziewa się wysokiej frekwencji w wyborach.

Korespondent Polskiego Radia zapytał mieszkańców Průhonic koło Pragi, jakiego prezydenta potrzebują dziś Czesi.

“Takiego, za którego nie musielibyśmy się wstydzić. Żeby chociaż potrafił dogadać się za granicą, skoro nas tam reprezentuje” – odpowiedziała jedna z mieszkanek miejscowości.

“Żołnierza, bo jak będzie nam już najgorzej, to będzie to najlepszy człowiek” – powiedział starszy mężczyzna, deklarując poparcie generała w stanie spoczynku Petra Pavla.

“Czechy potrzebują porządnego prezydenta, który nie będzie kłamać i który będzie nas dobrze reprezentować na świecie. Silnego prezydenta, którego moglibyśmy wszyscy cenić – my, dorośli, ale przede wszystkim dzieci” – stwierdziła kobieta, która przyszła zagłosować wraz ze swoim nastoletnim synem.

Rozstrzygnięcie w wyborach prezydenckich przyniesie prawdopodobnie dopiero druga tura głosowania, która odbędzie się za dwa tygodnie.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply