Brytyjska prasa o odejściu premiera Johnsona

Brytyjska prasa jest podzielona w ocenie odchodzącego premiera. Ale ponad podziałami rysuje się zgoda, że Boris Johnson powinien odejść jak najszybciej, a nie czekać na wyłonienie następcy.

“Upadek” – to tytuł w dzienniku I. “Upadek Clowna” – tak widzi to tygodnik Economist. Egotyzm, brak szacunku dla własnej partii i małostkowość – tak wczorajsze przemówienie podsumowuje Guardian. “Brytania nie powinna pozwolić, by skompromitowany lider został jako premier tymczasowy” – apeluje lewicowy dziennik.

To również stanowisko konserwatywnego Timesa. “Odejdź natychmiast ” – brzmi tytuł stanowiska redakcyjnego. “Pan Johnson odchodzi w hańbie” – czytamy w dzienniku. Daily Telegraph ostrzega, że obecna sytuacja grozi paraliżem brytyjskiej polityki. Apeluje, by Konserwatyści wybrali następcę tak szybko, jak się da. “Im dłużej Boris Johnson będzie na stanowisku, tym bardziej uderzy w pozycję sondażową Torysów” – ostrzega prawicowa gazeta.

Financial Times tytułuje swoje stanowisko redakcyjne: “Po Johnsonie Brytania potrzebuje innej polityki”. “Od następcy zamiast blefów potrzebujemy trzeźwego spojrzenia na szczegóły, zamiast podprogowych przekazów -budowy konsensusu” – apeluje dziennik. Redakcja podkreśla, że Boris Johnson ma się też czym chwalić. Wymienia tu wsparcie dla Ukrainy i zaangażowanie w ograniczanie skutków zmian klimatycznych.

Cieplejsze pożegnanie premiera znajdziemy na okładce tabloidu Sun: “Dziękujemy za brexit, Boris”. A także w Daily Express:”Zwróciłeś Brytanii jej wolność”. Dziennik pisze, że premier odszedł ze stanowiska z godnością. “Dał swemu narodowi swobodę i nadzieję” – czytamy w stanowisku redakcyjnym.

Z kolei Daily Mail wybija wielkimi literami pytanie: “Co oni do cholery zrobili?”. To wyraz niedowierzania, że posłowie pozbyli się swego szefa, który dwa i pół roku temu dał im historyczny triumf wyborczy. Według dziennika to był “dzień, w którym konserwatyści postradali zmysły”.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply