Premier Litwy: zbyt mało uczymy się historii, bo znów dyktatorzy zyskali przewagę

Dzisiaj kraje bałtyckie obchodzą 33. rocznicę Bałtyckiego Łańcucha. Zdaniem premier Litwy Ingridy Šimonyte, nie wyciągamy wniosków z bolesnej historii regionu. 

Litwini, Łotysze i Estończycy chwycili się za ręcę w 50. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow. Na mocy tego dokumentu kraje bałtyckie znalazły się w strefie wpływów Związku Radzieckiego. “Trzeba przyznać, że zbyt mało uczymy się historii, bo nawet po brutalnej wojnie i dekadach konfrontacji znów pozwolono na to, aby dyktatorzy zyskali przewagę” – powiedziała premier Ingrida Šimonyte, cytowana w oświadczeniu opublikowanym na stronach litewskiego rządu. Jak dodała, brutalna inwazja Rosji na Ukrainę pokazała, że ci, którzy ostrzegali przed niebezpieczeństwem wynikającym z przyjaźni z dyktatorami byli prawdziwymi realistami. “Dzisiaj nie wystarczy tylko potępić paktu Ribbentrop-Mołotow, ale trzeba odważnie i wyraźnie zdystansować się od postawy, która pozwala na powstawanie takich zbrodniczych porozumień” – zaznaczyła Šimonyte. Szacuje się, że w “Bałtyckim Łańcuchu” wzięło udział ponad 2 miliony ludzi.

Kulminacją protestu było wzniesienie połączonych rąk demonstrantów na 15 minut. Historyk z Uniwersytetu Wileńskiego Tomasz Bożerocki mówi Polskiemu Radiu, że 33 lata temu narody trzech krajów bałtyckich jasno zadeklarowały, że nie zgadzają się na okupację Litwy, Łotwy i Estonii, rozpoczętą przez Związek Radziecki jeszcze w 1940 roku. “To nie była żadna dobra wola narodu, aby dołączyć do bratnich republik związkowych. 50 lat później to była deklaracja (ze strony mieszkańców), że wszystko, czego wówczas dokonano, to bezprawie i my protestujemy przeciwko temu – my chcemy, aby świat widział, że nie zgadzamy się być częścią Związku Sowieckiego” – mówi historyk. 

Bałtycki Łańcuch symbolicznie połączył Wilno, Rygę i Tallinn i pokazał mieszkańcom krajów bałtyckich drzemiącą w nich siłę. Niecały rok później, 11 marca 1990 roku, Litwa jako pierwsza ogłosiła niepodległość. 

Dziś wieczorem na Placu Ratuszowym w Wilnie odbyły się rocznicowe uroczystości z okazji 33. rocznicy tamtego wydarzenia. Brał w nich udział prezydent Litwy Gitanas Nauseda. 

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply