Minister obrony Ukrainy o monitorowaniu przepływu zachodniej broni

Ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow odrzucił obawy Zachodu, że Ukraina może stać się źródłem przemycanej broni. W rozmowie z Financial Times przyznał jednak, że kraj musi rozbudować swoje systemy śledzenia uzbrojenia.

Wcześniej przedstawiciele Unii Europejskiej i NATO mówili, że oczekują lepszego monitorowania broni dostarczanej do Kijowa przez Zachód. Obawiają się, że może ona trafiać na czarny rynek w Europie. 

Minister obrony Ukrainy podkreślił, że Ukraina ma interes w utrzymaniu całego wartego 10 miliardów dolarów uzbrojenia otrzymanego od zachodnich sojuszników.

“Musimy przetrwać. Nie mamy powodu do przemycania broni z Ukrainy” – powiedział Ołeksij Reznikow.

Ukraiński minister obrony powiedział, że niektórzy politycy mogą rozpowszechniać twierdzenia o ryzyku przemytu broni z Ukrainy jako “rosyjską dezinformację”, ponieważ byli “uzależnieni od taniego gazu i pieniędzy” z Rosji. Ołeksij Reznikow zauważył, że niektórzy sojusznicy Ukrainy wysyłali na Ukrainę przedstawicieli, którzy obserwowali przepływ podarowanej przez nich broni. Zachęcił inne kraje, by również korzystały z tego rozwiązania.

Minister poinformował, że Ukraina do monitorowania miejsca przeznaczenia i użycia broni dostarczanej przez Zachód używa oprogramowania NATO, nabytego w 2019 roku. Dostęp do niej mają sojusznicy NATO. Ołeksij Reznikow zaznaczył, że Ukraina dotychczas miała ograniczoną liczbę licencji i przeszkolonych użytkowników, którą Kijów starał się teraz zwiększyć.
“Musimy szybko iść do przodu. Rozumiemy to” – powiedział.

Na kilku witrynach w części zaszyfrowanych zasobów internetu można napotkać na aukcje broni pochodzącej z krajów zachodnich. Broń miała być rzekomo pierwotnie skierowana do armii ukraińskiej. Eksperci podejrzewają, że aukcje to element zwykłego oszustwa, albo część kampanii dezinformacyjnej.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply