Szef brytyjskiej dyplomacji – świat się zmienia, potrzebne są nowe sojusze

Szef brytyjskiej dyplomacji deklaruje: potrzebujemy nowych sojuszy, bo w przyszłości rosnąć będzie siła państw spoza Europy i Ameryki Północnej. James Cleverly deklaruje, że Londyn będzie budował nowe przyjaźnie, by bronić porządku międzynarodowego, któremu zagraża między innymi Rosja.

“Żyjemy w historycznym momencie, zmiany następują w tempie huraganu” – to diagnoza nowego szefa dyplomacji w rządzie Rishiego Sunaka. Zdaniem Jamesa Cleverly’ego “geopolityczne centrum” świata przesuwa się od Europy i USA ku Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. I dlatego minister podkreśla, że Londyn nie może polegać tylko na starych sojusznikach.”Musimy ciężko pracować, by podtrzymywać dialog także z państwami, które rządzą się inną filozofią” – apelował polityk w Londynie, podczas przemowy, w której po raz pierwszy przedstawił swoją wizję stosunków międzynarodowych.

Minister spraw zagranicznych zadeklarował, że chciałby, aby Brazylia, Japonia, Indie i Niemcy stały się stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ, a stałą reprezentację miała także Afryka. Zdaniem szefa brytyjskiej dyplomacji fakt, że biedniejsze dotychczas kraje zaczynają wyrastać na potęgi to dowód na to, że dotychczasowy system polityczno-gospodarczy działa, bo to on miał umożliwić tym krajom skok cywilizacyjny.

W tej wizji stawką jest podtrzymanie i ulepszenie porządku międzynarodowego. Londyn chce przekonywać coraz to nowe kraje, że prawo międzynarodowe i instytucje służą wszystkim. Jak przekonywał James Cleverly – alternatywa to rzeczywistość z wizji Władimira Putina. Rzeczywistość, gdzie rządzi brutalna siła. “Pomyślcie o innym świecie, jakiego pragnie Władimir Putin. Jego inwazja na Ukrainę sprawia, że protestuje każda cząstka mnie(…).To, co mrozi krew to fakt, że on jest gotów zniszczyć prawa, które chronią każdy kraj, a więc każdego człowieka na Ziemi” – stwierdził szef brytyjskiej dyplomacji.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply