Parlament Europejski wezwał do uznania mowy nienawiści za przestępstwo

Parlament Europejski chce uznania mowy nienawiści za przestępstwo. W sprawozdaniu, przyjętym dziś na sesji w Strasburgu, deputowani zaapelowali do unijnych przywódców o włączenie do przestępstw o wymiarze transgranicznym nawoływania do nienawiści i przestępstw z nienawiści. Europosłowie podkreślili, że swoboda wypowiedzi nie może wykorzystywana jako tarcza ochronna.

Inicjatorką dyskusji na ten temat i sprawozdawczynią dokumentu z ramienia największej grupy w Europarlamencie była Magdalena Adamowicz. „Zło zaczyna się od słowa. Tragedie pojedynczych osób, ale i największe zbrodnie przeciw ludzkości zaczynają się od odczłowieczania, od szczucia i nawoływania do nienawiści. Te słowa, które sieją nienawiść i nawołują do zbrodni, są narzędziem zbrodni i najwyższy czas, żebyśmy jak narzędzia zbrodni je traktowali. Kiedy wreszcie zrozumiemy, że nie może być wolnością słowa to co zabija. Kiedy wreszcie zrozumiemy, że nawoływanie do nienawiści zabija też demokrację?” – mówiła deputowana. 

„Chcecie wsadzać do więzień swoich wrogów za krytykę” – powiedział podczas debaty Patryk Jaki. Zdaniem europosła możliwe będą kary więzienia za krytykę nielegalnej migracji lub mniejszości seksualnych. „Czyli jeśli teraz obywatel Unii Europejskiej przeczyta dane policji, z których wynika, że migranci popełniają więcej przestępstw, to pójdzie do więzienia. Albo na przykład inny obywatel, zgodnie ze swoim prawem wolności do wyznawania własnej religii, zdrowym rozsądkiem i wiedzą naukową z biologii stwierdzi, że są tylko dwie płcie, a nie, tak jak wy uważacie, 256, to też pójdzie do więzienia. Wy jesteście spadkobiercami komunistycznych ideologii i tak jak oni posługujecie się pięknymi hasłami, ale marzycie o zniszczeni wolności” – powiedział Patryk Jaki. 

Większość europosłów uważa inaczej. Uznała, że jest coraz więcej przypadków szerzenia nienawiści i przestępstw motywowanych nienawiścią. Deputowani podkreślili, że nie ma uzasadnienia i wytłumaczenia dla trwającej prawie 2 lata blokady wypracowania wspólnej reakcji na poziomie unijnym dotyczącej zwalczania wszystkich spotykanych form mowy nienawiści i przestępstw z nienawiści.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply