Prezydent Andrzej Duda w Davos po rozmowie z komisarz Verą Jourovą

Prezydent Andrzej Duda podczas rozmowy z wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Verą Jourovą zwrócił uwagę, że komisja nie reaguje na łamanie zasad praworządności przez obecną koalicję rządową. W ten sposób prezydent chciał zwrócić uwagę organów wspólnoty europejskiej na zmiany na stanowisku prokuratora krajowego, które – według prezydenta – są przeprowadzane z naruszeniem porządku konstytucyjnego.

“Powiedziałem pani komisarz: poprzednio byliście absolutnie uwrażliwieni na każdą próbę zmiany prawnej w Polsce i bez przerwy mówiliście o naruszeniu zasad praworządności. Podejmowaliście kolejne działania kontestujące kwestie praworządności w Polsce, zmiany za każdym razem uważaliście za idące w kierunku naruszenia praworządności, W tej chwili, kiedy prawo naruszane jest w sposób wyrazisty, kiedy naruszana jest konstytucja, w ogóle nie reagujecie” – powiedział prezydent.

Komisja Europejska nie zajmuje się indywidualnymi kwestiami – takie stanowisko miała przekazać wiceprzewodnicząca Komisji Vera Jourova podczas spotkania w Davos z prezydentem Andrzejem Dudą, który poruszył też kwestię uwięzienia Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.
Brukselska korespondentka Polskiego Radia Beata Płomecka usłyszała, że prezydent mówił podczas tego spotkania o więźniach politycznych, natomiast przesłanie wiceszefowej Komisji było jednoznaczne – “Bruksela zajmuje się zmianami systemowymi, a nie indywidualnymi przypadkami”.

Vera Jourova tłumaczy, że Komisja nie reagowała także na indywidualne przypadki w Rumunii, na Słowacji czy na Malcie. Komisja podkreśla również, że nie jest sądem konstytucyjnym i nie ma kompetencji do oceny, co jest łamaniem konstytucji w Polsce, a co nie i że ocenia jedynie zgodność z unijnymi traktatami.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply