19 lat temu kraje bałtyckie, Polska i pozostałe sześć państw dołączyły do UE

Prezydent Andrzej Duda powiedział, że wejście Polski do Unii Europejskiej było spełnieniem marzeń wielu Polaków. 19 lat temu Polska, wraz z Litwą, Łotwą, Estonią oraz Czechami, Węgrami, Słowacją, Słowenią, Cyprem i Maltą dołączyła do Wspólnoty Europejskiej.

Podczas okolicznościowego wystąpienia w ogrodach Pałacu Prezydenckiego Andrzej Duda podziękował opozycjonistom z czasów PRL, bez których, jak powiedział, wejście naszego kraju do struktur unijnych nie byłoby możliwe. „Jednym z tych marzeń była prawdziwa wolność przemieszczania się, a co za tym idzie wolność wyboru miejsca pracy. Wtedy przed nami otwierał się niemal cały świat, który przez wiele dziesięcioleci był dla nas zamknięty” – podkreślał. 

Premier Litwy zaznaczyła, że dołączenie do Unii Europejskiej na długi czas zadecydowało o pomyślnym rozwoju jej państwa. Szefowa rządu nawiązała też do aktualnej sytuacji geopolitycznej. “Litwa i pozostałe państwa Unii muszą nadal udzielać Ukrainie wszelkiego niezbędnego wsparcia oraz pozostawać silną i zjednoczoną siłą, by powstrzymać wszelkie imperialne ambicje Rosji” – czytamy w komunikacie kancelarii premier Litwy. 

Szef litewskiej dyplomacji Gabrielius Landsbergis przypomniał, że od 19 lat nikt nie mówi “Litwa i Unia Europejska”, ale – “Litwa w Unii Europejskiej”. “Ten drobny szczegół świadczy o wielkiej dojrzałości politycznej, gospodarczej i społecznej Litwy” – powiedział minister. W opublikowanym w sieci wideo zaznaczył, że wspólne przywództwo i odwaga państw należących do wspólnoty pomagają zbliżyć Ukrainę do członkostwa w Unii oraz skutecznie walczyć z barbarzyńską Rosją. 

Z kolei minister spraw zagranicznych Łotwy Edgars Rinkiewiczs nawiązując do 19. rocznicy przystąpienia jego kraju do Unii napisał, że wolność i pokój w Europie mogą zostać dziś osiągnięte, tylko wtedy, gdy Rosja zostanie pokonana, a do wspólnoty dołączą Ukraina, Mołdawia, Gruzja i Bałkany Zachodnie. 

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply