Loteria kulkowa, tak brytyjscy posłowie mogą zmienić prawo

Ponumerowane kulki i przezroczyste, okrągłe akwarium. Brytyjscy posłowie wzięli udział w tradycyjnej, parlamentarnej loterii. Nagroda to specjalna ścieżka legislacyjna i większa szansa na to, że ich projekt ustawy zostanie przegłosowany.

Nieco po dziewiątej w pokoju komisji nr 8 rozległ się charakterystyczny dźwięk ocierających się o siebie kulek. Po kolei urzędniczka parlamentu wyciągała kulki i odczytywała numer. Chwilę później numer przyporządkowywano do nazwiska posła lub posłanki. Zwycięzców było dwudziestu. Zgłosiło się ponad 400 osób.

Wszystko to wygląda trochę jak bingo albo loteria z nagrodami. A raczej: nagrodą. Zwykle szeregowi posłowie mają minimalną szansę na to, że ich projekty się przebiją. Nie starcza czasu, bo podczas każdej sesji Izby Gmin nacisk kładzie się na projekty rządowe. Zwycięzcy loterii kulkowej są jednak w lepszej pozycji, bo ich projekty dostają wyższy priorytet.

Teraz szczęściarze muszą zdecydować, czego dotyczyć będą ich projekty. Często nie mają nawet jeszcze pomysłu. To zaś oznacza jedno – ich telefony i skrzynki mailowe już są na celowniku organizacji, firm, obywateli i lobbystów, którym marzy się zmiana prawa. Nie da się ukryć: znajomość z człowiekiem ze szczęśliwą kulką byłaby w tej zmianie bardzo pomocna.

Z drugiej strony rząd często wykorzystuje zwycięzców, by zrobić pewną polityczną sztuczkę. Czasem premier czy minister chce wprowadzić do parlamentu projekt kontrowersyjnej ustawy. Tak kontrowersyjnej, że jednocześnie rząd pragnie się dystansować od pomysłu – przynajmniej formalnie i politycznie Rozwiązanie? Przedstawiciele władzy mogą delikatnie, niezobowiązująco zasugerować właścicielowi szczęśliwej kulki, jaki projekt najbardziej pragnąłby zgłosić. Oczywiście jako inicjatywę zupełnie prywatną, nie mającą rzekomo nic wspólnego z rządem.

Na gratulacje dla zwycięzców nie mogą tym razem liczyć posłowie Konserwatystów. Kulki politykom prawicy nie sprzyjały. Po niedawnych ostatnich wyborach Torysów jest dużo mniej, więc trudniej jest ich wylosować.

Piętnaście razy kulki wskazały na posłów i posłanki rządzącej Partii Pracy. Cztery razy – na opozycyjnych Liberalnych Demokratów. Wśród szczęśliwców znalazł się też poseł północnoirlandzkiej, unionistycznej partii Traditional Unionist Voice.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply