Dzień Europy i miesiąc do wyborów do PE

Dziś Dzień Europy. Mija 74. rocznica ogłoszenia deklaracji Roberta Schumana, uznawanej za początek integracji europejskiej. Z tej okazji główne zabytki na terenie Unii Europejskiej zostają podświetlone. Jest to też wezwanie do głosowania za miesiąc w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wybory w unijnych krajach odbędą się od 6 do 9 czerwca, ale obywatele większości państw, w tym Polski, pójdą do urn ostatniego dnia, w niedzielę. 

9 maja 1950 roku ówczesny minister spraw zagranicznych Francji Robert Schuman wypowiedział te słowa – „Europa nie powstanie od razu, ani według jednego planu. Będzie powstała przez konkretne realizacje i osiągnięcia budujące rzeczywistą solidarność”. Schuman podjął się realizacji pomysłu Jeana Moneta dotyczącego integracji zachodnioeuropejskiego przemysłu ciężkiego, co kilka lat po wojnie miało szczególne znaczenie. Niecały rok później został podpisany traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, w 1957 roku Traktaty Rzymskie, od których rozpoczęła się budowa wspólnoty europejskiej. Podpisy pod dokumentem złożyli wtedy przedstawiciele Belgii, Holandii, Luksemburga, Francji, Niemiec i Włoch.

Później zacieśniano współpracę gospodarczą, powstała unia celna i jednolity rynek. W latach 90-tych rozpoczęły się prace nad utworzeniem wspólnej waluty zakończone w 2002 roku wejściem euro do obiegu. Natomiast integracja polityczna nie postępowała tak szybko i nadal w wielu krajach jest przyjmowana sceptycznie. Dziś, w 74.rocznicę ogłoszenia deklaracji Schumana, podświetlone zostaną między innymi Pałac Kultury w Warszawie, Grand Place w Brukseli, Łuk Triumfalny w Paryżu, czy Koloseum w Rzymie.

Wyświetlona będzie flaga europejska, lub hasło tegorocznej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego – „Wykorzystaj swój głos. W przeciwnym razie inni zadecydują za Ciebie”. 

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply