Prawie dwie trzecie Niemców opowiada się za ograniczeniem liczby uchodźców przyjmowanych przez ich kraj

Prawie dwie trzecie Niemców opowiada się za ograniczeniem liczby uchodźców przyjmowanych przez ich kraj – wynika z sondażu, przeprowadzonego przez ARD-DeutschlandTrend. Dane, opublikowane na portalu Tagesschau, pokazują też, że aż 73 procent społeczeństwa, negatywnie ocenia politykę rozmieszczania uchodźców na terenie Niemiec. 

64 procent wśród ankietowanych Niemców, chciałoby, żeby ich kraj przyjmował mniej uchodźców. W stosunku do maja 2023 roku, wskaźnik ten wzrósł o 12 punktów procentowych. Pytani o integrację uchodźców ze społeczeństwem niemieckim, ankietowani w większości ocenili ją jako słabą – tak odpowiedziało 78 procent respondentów. Jednocześnie 80 procent uznało, że deportacja osób, którym odmówiono azylu, odbywa się „źle” lub „bardzo źle”.

Z sondażu, przeprowadzonego przez ARD-DeutschlandTrend, wynika również, że rośnie sceptycyzm wobec wpływu samej migracji na kraj. 64 procent respondentów uznało, że migracja przynosi więcej problemów niż korzyści. 

Jeśli chodzi o sposoby, mające ograniczyć falę migracji, zdecydowana większość respondentów (82 procent) opowiada się za wzmocnieniem kontroli granicznych. 77 procent uważa, że mogłoby też pomóc zawarcie porozumień z państwami afrykańskimi w sprawie uchodźców. 69 procent ankietowanych opowiedziało się za uznaniem krajów Afryki północnej za bezpieczne. Dla 71 procent Niemców ustanowienie rocznego limitu przyjęć, mogłoby ograniczyć napływ uchodźców do Niemiec – czytamy na portalu Tagesschau, publikującego wyniki sondażu. 

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply