Rosną ceny energii w Wielkiej Brytanii, Rekordowe zadłużenie Brytyjczyków

Rosnące ceny energii sprawiły, że zadłużenie Brytyjczyków wobec dostawców jest na rekordowym poziomie. Niemal półtora miliarda funtów – tyle są winni Brytyjczycy firmom energetycznym. To trzy razy więcej, niż rok temu. A znaczne podwyżki mają dopiero nadejść. 

To dopiero początek problemów. “Jesienią ludzie znajdą na wycieraczkach listy informujące o potężnych podwyżkach” -ostrzega w BBC Richard Neudegg z firmy Uswitch, która przeprowadziła badania. 

Większość ludzi płaci stałym przelewem. Latem, gdy zużycie energii jest mniejsze, użytkownicy budowali zwykle “poduszkę” bezpieczeństwa. Mieli nadwyżkę, która potem znikała zimą. Teraz jest inaczej. W wielu przypadkach poduszki nie ma. Już dziś 1/4 gospodarstw gospodarstw ma dług przekraczający 200 funtów. W październiku rachunki pójść mają w górę o około 80 procent. 
Następna podwyżka zaplanowana jest na styczeń. Rosnące rachunki będą efektem podniesienia przez regulatora progu cen maksymalnych, jakich żądać mogą dostawcy.

Jutro mają się odbyć rozmowy kryzysowe między rządem i firmami energetycznymi, które notują właśnie wysokie zyski. Jednak 
do czasu powołania nowego premiera, administracja Borisa Johnsona nie podejmuje teraz poważnych decyzji. To raczej zarządzanie, niż rządzenie. Premier Johnson jest na urlopie.

Na jego następcę poczekamy do 5 września, a wielu ekspertów ostrzega: trzeba działać już teraz. “Mamy rząd-zombie. Nic się nie dzieje” – oskarża w brytyjskiej telewizji publicznej posłanka lewicy Bridget Philippson. Rząd odpowiada, iż już wcześniej zapowiedział, że przeleje na konta Brytyjczyków 400 funtów, wielu może też liczyć na obniżkę opłaty lokalnej: council taxu.

W tle jest wyścig o fotel następcy Borisa Johnsona. Rishi Sunak zapowiada w związku z kryzysem pakiet pomocy, choć na razie nie podaje wielu szczegółów. Liz Truss nie wyklucza wsparcia, ale jest ostrożniejsza. Zamiast wydawać pieniądze z budżetu woli obniżać podatki, choć wielu ekonomistów ostrzega, że to napędzi tylko inflację. To Liz Truss jest faworytką wyścigu.

Nowego premiera wybierze grono około 160 tysięcy osób: członków Partii Konserwatywnej w całym kraju. 

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply