Prezydent A. Duda o ukraińskiej kandydaturze do Unii Europejskiej​

Prezydent Andrzej Duda powiedział w Kijowie, że decyzja unijnych przywódców w sprawie statusu kandydata do Unii Europejskiej dla Ukrainy ma dla tego kraju znaczenie psychologiczne i polityczne. Polski prezydent mówił, że powinna być ona podjęta podczas najbliższego spotkania Rady Europejskiej.

“Wielki, wielki apel do całej wspólnoty Unii Europejskiej, do przywódców Unii Europejskiej. Dzisiaj Ukraina potrzebuje naszego sygnału otwarcia europejskich drzwi dla Ukrainy jako państwa, dla społeczeństwa Ukrainy, które chce być częścią wspólnoty europejskiej” – powiedział Andrzej Duda. 

Polski prezydent mówił, że Unia Europejska nadal ma szansę być wielkim projektem, który będzie prowadził Europę do rozkwitu. Ale zaznaczył, że potrzebne jest wyjście poza wąskie grono tzw. starej unii. Andrzej Duda mówił, że Europa jest wielka i jest wiele narodów, które chcą do niej należeć.

“Są narody, które są gotowe za tą przynależność do wspólnoty Zachodu przelewać krew. I trzeba tym narodom okazać szacunek. Nawet jeżeli sytuacja jest trudna, nawet jeżeli są wątpliwości. Ten gest musi zostać pokazany, nie mam żadnych wątpliwości, że wielką Unię Europejską, bogatą Unię Europejską na ten gest stać. Nie mam co do tego absolutnie cienia wątpliwości” – mówił Andrzej Duda.

Prezydent wyraził nadzieję, że przywódcy unijni w czerwcu podczas spotkania Rady Europejskiej podejmą – jak to określił – słuszną decyzję, otwierając Unię Europejską dla Ukrainy.

Polski prezydent jest pierwszym przywódcą obcego kraju, który po wybuchu wojny wygłosił przemówienie w ukraińskim parlamencie. Prezydent spotkał się w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Andrzejowi Dudzie podczas wizyty w Ukrainie towarzyszą między innymi szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch i szef BBN Paweł Soloch.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply