Od dziś zaostrzone zasady przybywania do Zjednoczonego Królestwa

Od dziś obowiązują zaostrzone zasady przybywania do Zjednoczonego Królestwa. Przed wyruszeniem w drogę znów trzeba pokazać negatywny wynik testu na koronawirusa. W ten sposób Brytyjczycy chcą spowolnić napływ nowego wariantu.

Każdy podróżujący do Królestwa musi pokazać negatywny wynik testu PCR lub antygenowego. Wynik nie może być starszy niż dwa dni. Pokazujemy go przed wejściem na pokład promu tudzież samolotu. “Już w przypadku poprzednich nowych wariantów jak mocna ochrona granicy, w kombinacji ze stworzoną przez nas możliwością sekwencjonowania genomu dają nam największe może szanse reagowania na nowe mutacje” – tłumaczy minister zdrowia Sajid Javid.

Inne zasady się nie zmieniają. Nadal jeszcze przed podróżą trzeba wypełnić formularz lokacyjny – passenger locator form. Tam wpiszemy numer kolejnego testu, który trzeba sobie wykupić. Bez tego nie zostaniemy wpuszczeni na pokład. Chodzi o test PCR, należy go wcześniej zamówić u jednego z wielu prywatnych dostawców. Lista jest na stronie brytyjskiego rządu.

Dzień przybycia to dzień zero – wykorzystujemy go, by dotrzeć na przykład do hotelu. Nazajutrz – w dniu numer 1 – rozpoczyna się izolacja. Najpóźniej w dniu numer 2 trzeba zrobić wykupiony wcześniej test PCR – ten, który zamówiliśmy przed wylotem i którego numer wpisaliśmy do formularza lokacyjnego. Negatywny wynik zwalnia z kwarantanny. Ten test PCR przyjść może do nas pocztą. To zwykle wersja tańsza. Próbkę odsyłamy potem, wrzucając ją do jednej z priorytetowych skrzynek pocztowych, ale jest też opcja, by w dniu zero stawić się na badanie osobiście. Za dopłatą wynik przyjdzie jeszcze tego samego dnia.

Wszystko to dotyczy zaszczepionych. Osoby niezaszczepione nadal obowiązują surowsze obostrzenia: obowiązkowa kwarantanna i dodatkowy test PCR, który trzeba zrobić w dniu ósmym.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply