Europa: uzbrojenie – tak, żołnierze na Ukraine – nie

Dostarczanie uzbrojenia – tak, wysłanie żołnierzy – nie. Tak europejscy przywódcy zareagowali na inicjatywę prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Wczoraj powiedział, że nie należy wykluczać wysłania zachodnich wojsk lądowych na teren Ukrainy.

Premier Donald Tusk powiedział w Pradze, że Polska nie przewiduje wysłania swoich oddziałów na teren Ukrainy. Szef polskiego rządu rozmawiał na ten temat szefem czeskiego rządu Petrem Fialą. Premier podkreślił równocześnie, że Europa powinna maksymalnie wesprzeć Ukrainę.

Przeciwny obecności żołnierzy NATO w Ukrainie jest kanclerz Niemiec. We Freiburgu, w którym odwiedził największy w Europie instytut naukowy zajmujący się rozwojem energii słonecznej, Olaf Scholz podkreślił, że wsparcie Niemiec dla Ukrainy nie osłabnie. “Berlin zgodził się z sojusznikami, że także w przyszłości będzie obowiązywać zasada, iż do Ukrainy żadnych jednostek, żadnych żołnierzy nie wysyłają kraje europejskie ani inne kraje NATO” – stwierdził jednak. Liderzy zarówno koalicyjnych Zielonych, jak i opozycyjnych chadeków, zgodnie dodają, że nie ma tematu obecności wojskowej w Ukrainie.

Władze Węgier i prezydent Bułgarii także są przeciwne wysłaniu wojska na Ukrainę. Szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó w oświadczeniu wysłanym prasie napisał, że stanowisko Węgier jest niezmienne. Kraj nie chce wysyłać na Ukrainę ani broni, ani żołnierzy. Według ministra nie należy pogłębiać ani rozszerzać wojny, lecz trzeba ją zakończyć. Na ten temat wypowiedział się też bułgarski prezydent. “Rozmieszczenie, choćby na podstawie dwustronnego porozumienia, wojsk NATO na Ukrainie oznacza globalne starcie. Oznacza ogromny wzrost ryzyka konfliktu nuklearnego” – powiedział Rumen Radew. Nie wydaje się, że rząd Bułgarii byłby skłonny wysyłać wojsko na Ukrainę, ale trzeba pamiętać, że koalicja jest z prezydentem skonfliktowana. Rumen Radew jest przeciwny nawet dostarczaniu broni Ukrainie. Tymczasem bułgarski rząd niedawno podarował Ukrainie sto transporterów opancerzonych starszego typu.

Brytyjski rząd nadal nie ma planów wysłania wojska na Ukrainę – powiedział rzecznik premiera Rishiego Sunaka. Słowa prezydenta Francji nie wywołały w Królestwie większej reakcji polityków lub w prasie. Temat jest w mediach właściwie nieobecny. Spytany o sprawę rzecznik premiera Sunaka powtórzył stanowisko, które pozostaje niezmienne od początku pełnoskalowej agresji: Londyn nie planuje wysyłać wojska na Ukrainę, a pomaga jej szkoląc wojskowych i przesyłając sprzęt.

Idei wysłania żołnierzy na Ukrainę nie popiera szef włoskiej dyplomacji. Włoskie media cytują wypowiedź Antonia Tajaniego z wizyty w Zagrzebiu. “To pomysł Macrona” – powiedział szef włoskiej dyplomacji. Jego zdaniem trzeba zachować ostrożność. “Nie możemy stwarzać wrażenia, że jesteśmy w stanie wojny z Rosją” – stwierdził. Włoski minister podkreślił, że jest przeciwny wysyłaniu włoskich żołnierzy na Ukrainę i dodał, że Włochy nie prowadzą wojny z Rosją, lecz bronią Ukrainy.

Stany Zjednoczone nie wyślą żołnierzy do walki na Ukrainie – zapewniła rzeczniczka Rady Bezpieczeństwa Narodowego Adrienne Watson. To reakcja na słowa francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona, który powiedział, że nie należy takiego kroku wykluczać.


Przeciwna wysłaniu europejskich żołnierzy na ukraiński front jest też Hiszpania. Wcześniej przeciwko takiej inicjatywie wystąpił szef NATO Jens Stoltenberg.

Pałac Elizejski zapowiada z kolei debatę we francuskim parlamencie w sprawie Ukrainy. Opozycja skrytykowała słowa prezydenta Macrona o możliwości wysłania wojsk na tamtejszy front. Pałac Elizejski poinformował, że na prośbę prezydenta rząd wygłosi w parlamencie oświadczenie w sprawie dwustronnej umowy o bezpieczeństwie zawartej niedawno z Kijowem oraz sytuacji na froncie. Planowane są też debata oraz głosowanie, ale na razie nie wiadomo, kiedy się odbędą.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply