Grupa V4 przeciwna relokacjom migrantów, ale nie wszystkie kraje odrzucają unijny pakiet azylowy

Grupa Wyszehradzka sprzeciwia się mechanizmowi relokacji migrantów nielegalnie przybywających do Unii Europejskiej. Jednak nie wszystkie kraje V4 odrzucają unijny pakiet azylowy wynegocjowany wstępnie na początku czerwca. To deklaracje szefów rządów państw Grupy Wyszehradzkiej po spotkaniu w Bratysławie.

Unijny pakt przewiduje, że w przypadku nieprzyjęcia określonej liczby migrantów, dane państwo miałoby płacić za każdą osobę po około 20 tysięcy euro. Jak mówił premier Mateusz Morawiecki, to o wiele więcej niż Polska otrzymała na pomoc uchodźcom z Ukrainy.

“Tutaj mamy 100 euro na jedną osobę, tu 22 tysiące. To nie jest równoprawne traktowanie migrantów, to jest jawna dyskryminacja i Komisja Europejska musi to od nas na Radzie Europejskiej usłyszeć i na pewno usłyszy” – oświadczył premier Morawiecki.

Podobnie jak Polska, przeciw unijnemu pakietowi migracyjnemu głosowały Węgry. Premier tego kraju Viktor Orban przekonywał, że istnieje prosty sposób na rozwiązanie migracyjnego problemu Wspólnoty.

“Jeśli ktoś przedłoży wniosek o wejście na terytorium unijne, to zanim ten wniosek nie zostanie pozytywnie oceniony, wnioskodawca musi zostać fizycznie poza granicami Unii. Wtedy wszystkie nasze problemy są rozwiązane. Ale Unia Europejska nie jest chętna do zrobienia tego decydującego kroku” – ocenił szef węgierskiego rządu.

Z kolei Petr Fiala, premier Czech, które ostatecznie poparły unijny pakiet migracyjny, przedstawiał argumenty swojego kraju.
“Kontyngenty i opłaty za relokację [migrantów] nie są rozwiązaniem, trzeba skupić się na funkcjonalnej polityce powrotów, skutecznej ochronie granic zewnętrznych, wzmacnianiu współpracy z krajami pochodzenia. W tej sprawie Czechy są długotrwale solidarne” – zadeklarował Petr Fiala.

Przeciwko ustanawianiu kwot migrantów do relokacji wypowiedział się również premier Słowacji Ludovit Odor. Kierowany przez niego techniczny gabinet na unijnym forum wstrzymał się od głosu w sprawie nowej polityki migracyjnej.

W myśl porozumienia, wstępnie wynegocjowanego przez unijne kraje, państwa Wspólnoty, które wcześniej przyjęły migrantów bądź uchodźców, będą mogły zwracać się z wnioskiem do Komisji Europejskiej o uwzględnienie tego faktu. Jednak to Bruksela będzie decydować czy uznać tę argumentację i nie ma zapisów, że możliwe będzie całkowite wyłączenie. Założenia paktu migracyjnego przyjęte przez unijne kraje będą jeszcze negocjowane z Parlamentem Europejskim.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply