Wybory następcy B. Johnsona – wyborcy dostają od dziś karty do głosowania

Liz Truss czy Rishi Sunak? Te nazwiska widnieją na kartach wyborczych, które od dziś wysyłane są do ludzi, którzy zdecydują, kto będzie następcą Borisa Johnsona i nowym premierem.

Do skrzynek pocztowych może zaglądać około 160 000 tysięcy członków Partii Konserwatywnej w całym Królestwie. Według. sondaży to szefowa MSZ jest faworytką. Obiecuje natychmiastowe obniżki podatków, które rozruszać mają gospodarkę i pomóc przedsiębiorcom. Zdobywa sympatię wizerunkiem: niewygładzonym, ale – według zwolenników- autentycznym. Prezentuje się jako polityk zdecydowany, podkreśla cały czas, że do działania przejdzie od razu po objęciu stanowiska.

Rishi Sunak pozostaje daleko w tyle. Przekonuje, że obniżki muszą poczekać, aż kraj upora się z inflacją, bo inaczej tylko ją napędzi. “Rok temu w pandemii Rishi Sunak był Świętym Mikołajem. Teraz jest postrzegany jako Scrooge” – powiedział Sky News Peter Kellner, specjalista od sondaży, nawiązując do dickensowskiej “Opowieści wigilinej”. Większość brytyjskich ekonomistów zgadza się, że cięcie podatków dziś to ryzyko.

Wśród części członków Partii Konserwatywnej niechęć budzi to, co postrzegają jako polityczną zdradę odchodzącego premiera. To odejście Rishiego Sunaka było decydującego dla upadku Borisa Johnsona.

Teraz Rishi Sunak próbuje nadrobić dystans. Deklaruje obniżkę podatku dochodowego o 4 punkty procentowe, ale przed końcem następnej kadencji parlamentu. Teoretycznie to perspektywa nawet siedmiu lat.

Do końca wyścigu jeszcze prawie pięć tygodni. Wielu badanych wciąż jest niezdecydowanych. Weekendowy sondaż przeprowadzony wśród konserwatywnych radnych w całym kraju wskazuje tylko na minimalną przewagę Liz Truss. Według sondaży wśród elektoratu w całym kraju, a więc nie tylko wśród konserwatystów, Rishi Sunak cieszy się większą popularnością niż Liz Truss. Oboje jednak przegrywają dziś z lewicą.

Zwycięzcę poznamy 5 września.

Related Posts

Premier Wielkiej Brytanii wyklucza dymisję ws. kontrowersji wokół Epsteina

Premier Wielkiej Brytanii nie zamierza podawać się do dymisji. Keir Starmer utrzymał stanowisko, ale kryzys związany z kontrowersyjną nominacją na ambasadora polityka związanego z Jeffreyem Epsteinem nadwyrężył jego pozycję. Po dwóch dymisjach bliskich współpracowników szefa brytyjskiego rządu i wezwaniu premiera do rezygnacji trwa chaos w Partii Pracy. Problemy premiera Keira Starmera rozpoczęły się, gdy wyszło na jaw, że Peter Mandelson, którego mianował ambasadorem Wielkiej Brytanii w Stanach Zjednoczonych i który zasiadał w Izbie Lordów, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem. W związku z aferą dwóch współpracowników Starmera podało się do dymisji, a sam premier musiał się tłumaczyć przed posłami Partii Pracy. Keir Starmer odrzucił wezwanie do dymisji i podkreślił, że posiada mandat do rządzenia. „Nie zamierzam odejść” – powtarzał, próbując uspokoić nastroje i zdobyć poparcie klubu parlamentarnego. Część posłów odpowiedziała owacjami i wyraziła wsparcie dla premiera, tak jak to wcześniej zrobili jego ministrowie. „Lojalność rządu utrzymuje Starmera przy władzy” – tak skomentował wydarzenie „The Independent”. W podobnym tonie pisze „The Times”: „Ci, którzy przyszli na polityczny pogrzeb Keira Starmera zobaczyli odroczenie egzekucji”. „Premier przechodzi do ofensywy, a gabinet ustawia się w zgodnym szeregu” – pisze „The Telegraph”. (IAR)

Read more

Paryż: rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen

W Paryżu rozpoczął się proces, który zadecyduje o politycznej przyszłości Marine Le Pen. Liderzy nacjonalistycznej partii Zjednoczenie Narodowe stają przed sądem po raz drugi w aferze dotyczącej defraudacji unijnych funduszy. Pierwszy proces zakończył się porażką Le Pen i wykluczeniem jej ze startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Apelację od pierwszego wyroku złożyło jedenastu polityków Zjednoczenia Narodowego, którym zarzuca się nielegalne wykorzystanie niemal trzech milionów euro z funduszy Parlamentu Europejskiego na zatrudnianie pracowników partii. Marine Le Pen walczy o uniewinnienie lub złagodzenie kary czterech lat więzienia, grzywny w wysokości stu tysięcy euro oraz zakazu kandydowania w wyborach przez pięć lat. “Latem, czyli gdy sąd apelacyjny ogłosi wyrok, zapadnie decyzja dotycząca mojego startu w wyborach prezydenckich. We wrześniu kampania musi ruszyć” – powiedziała przed procesem liderka narodowców. Ich planem B na wybory prezydenckie jest Jordan Bardella – 30-letni szef partii i wychowanek Marine Le Pen. Jego start wydaje się coraz bardziej prawdopodobny, ponieważ w sondażach uzyskuje on lepsze wyniki niż Marine Le Pen, która już trzykrotnie bezskutecznie ubiegała się o fotel prezydenta. Jej porażka w procesie może więc paradoksalnie zwiększyć szanse narodowców na historyczny sukces w 2027 roku. (IAR)

Read more

Leave a Reply